piątek, 15 listopada 2013

Pomóżcie mi!

Hej, to jeszcze raz ja, już chyba ostatni.
Właśnie założyłam tego nowego bloga i napisałam już pierwszą notkę.
Pomóżcie mi go rozkręcić i wgl, jeżeli wam się spodoba skomentujcie i czytajcie lub obserwujcie. Chce zacząć od nowa,a  wy nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy! A dla was to tylko kilku kliknięć.

http://mylittlesweetlife-patt.blogspot.com/

OGŁOSZENIE!

Hej! Chciałam was wszystkich bardzo mocno przeprosić za moją coraz dłuższą nieobecność i co z tego wynika brak nowych opo, jednak całkowicie się w tym pogubiłam. Mam na myśli to, że ja już tego chyba nie czuję, a raczej już od dłuższego czasu nie czuję jak widać. Nie potrafię się zebrać, żeby coś napisać, bo po prostu no nie wiem.... nie mogę. Nie mogę już dłużej pisać opowiadań o HaPi, bo już mi to przeszło. Nie jaram się nimi tak bardzo. Znaczy cieszę się, że są razem w serialu i w ogóle, ale chyba to tyle. Najlepsze momenty mojego blogowania były chyba w czerwcu i może na początku wakacji. Wtedy to czułam, a notki były prawie codziennie lub co drugi dzień. Pamiętacie to jeszcze? Chciałam wam za to podziękować, bo to dzięki wam czułam, że powinnam pisać ciągle dalej i nie przestawać. Jednak teraz już tak nie jest... Ten blog będzie dalej tu obecny, nie usunę go ani nic takiego, ale nie spodziewajcie się ode mnie raczej już dalszej aktywności, no może jeszcze w dalekiej przyszłości, ale o tym was na pewno poinformuję dodając link na fanpage fb'owe. Sądzę, że założę nowego bloga, ale nie o tematyce opowiadań czegokolwiek, bo do tego potrzeba strasznego zaangażowania i weny. Może to będzie po prostu taki blog o mnie... w sensie jakby internetowy pamiętnik, w którym będę wam opowiadać o sobie i o różnych takich rzeczach, a może jeszcze inna tematyka? Sama do końca nie wiem, więc jak macie jakieś fajne pomysły to piszcie je w komentarzach pod postem (jeżeli ktoś to jeszcze czyta), a na pewno wezmę je pod uwagę, ponieważ ja nie chcę przestać blogować, ale chcę zacząć wszystko od nowa z nową i świeżą historię. Dziękuję za wszystko i serdecznie was pozdrawiam. Mam nadzieję, że nie będziecie mi tego mieli tak bardzo za złe, Patrycja...

sobota, 19 października 2013

Opowiadanie 1. Część 89.

Przyjaciółka opuściła pomieszczenie i zostawiła Hanę samą.
Kobieta cały czas wgapiała się w okno. Wciąż jej wzrok kierował się ku jednemu punktowi... ku niemu.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo on się stresuje. Ta sytuacja ją w tym utwierdziła, ponieważ wcześniej próbował ukrywać swojej emocje. Był silny i pokazywał, że nie jest źle. Tak się zachowywał... przynajmniej przy niej. Jak widać, kiedy był sam mógł dopiero naprawdę odreagować, czy pokazać swoje prawdziwe uczucia. Nie robił tego przy niej, ponieważ nie chciał jej jeszcze bardziej dołować i sprawiać przykrość. Nie mogła mu mieć tego za złe. Wszystko co robił, robił tylko ze względu na jej dobro, i na to, aby jej pomóc.
Z tego zadumania i chwilowej zatraty myśli obudził ją pewien widok. Chwilę temu Piotr jeszcze tam stał, a teraz już go nie było.
Hmmm... chyba długo myślałam, przegapiłam cały widok, jak Lena z nim gadała. - pomyślała.
Wiedziała, że za kilka minut będzie w jej sali. Postanowiła, więc udawać opanowaną i spokojną, chociaż w najmniejszym stopniu tak się nie czuła, jednak, żeby zachować pozory rozsiadła się na łóżku, jak nigdy nic.
- Hej, wróciłem. - powiedział cicho Piotr. Był sam, co oznaczało, że Lena już sobie poszła. Wiedziała, że muszą omówić pewne sprawy i byłaby zbędna.
- Hej, widzę. - odparła i spojrzała w jego stronę.
- Nie mogłaś zadzwonić po prostu? A nie ciągnąć Lenę.
- Mogłabym, jeżeli byłbyś tak miły i wziął ze sobą telefon. - pokazała na blat. - Poza tym chciałam sama po ciebie iść, ale ona mi nie pozwoliła, uparła się.
- Musiałem chwilę ochłonąć. - zaczął się tłumaczyć. - Dlatego wyszedłem. Byłem cały czas przed szpitalem... stresowałem się i...
- Zapaliłeś. - dokończyła, ponieważ chciała ukrócić jego męki.
- Co? Skąd ty? - zaczął.
- Czuć. Dobrze wiesz, że jestem na to strasznie wyczulona. Serio myślałeś, że nie poczuje tego okropnego smrodu? - patrzyła na niego. - Poza tym widziałam. - dokończyła sama.
- Widziałaś?
- Wiesz... to nie więzienie. Mam tu okna, które akurat idealnie mi pokazywały co robisz.
- Przepraszam... nie chcę się kłócić. - powiedział i podszedł do niej trochę bliżej.
- Ja też nie. - odpowiedziała i nie cofnęła się przed jego bliskością. Nagle poczuła się dziwnie. Zaczęło jej się trochę kręcić w głowie. Usiadła na łóżko.
- Co się dzieje? - on od razu zareagował.
- Nie, nic. Po prostu trochę rozbolał mnie brzuch, na pewno za chwilę mi przejdzie. Chyba muszę napić się trochę wody, mógłbyś...?
- Jasne. - powiedział i wyszedł szybko.
Ona czuła, że z sekundy na sekundę jest gorzej. Pomału odpływała. Czułą jak ból wzrasta i promieniuje coraz bardziej. To było nie do zniesienia. A potem znów było ciemno...
- Hana, mamy wyniki. Szybko poszły. - zaczął mówić Witek, wchodząc do jej pokoju. Jej widok dogłębnie nią wstrząsnął. Od razu do niej podbiegł. - Siostro, będziemy operować. Proszę iść szybko powiadomić Wójcika, musi my asystować. - krzyknął, a pielęgniarka natychmiast spełniła jego prośbę. On sam zawołał już pomoc i wyjeżdżali z łóżkiem na korytarz. Potem wszystko potoczyło się szybko...
Piotr wszedł na salę i zobaczył, że nie ma w niej zarówno ukochanej, jak i jej łóżka. Z początku pomyślał sobie, że pewnie przenieśli ją na inną salę, a potem przypomniał sobie, o bólu, o którym mówiła, zanim wyszedł. To nie mógłbyś przypadek. Był przerażony. Szybko pobiegł w kierunku sal operacyjnych, nad niczym się nie zastanawiając.


I jak? Swoje opinie wyrażajcie w komentarzach. < 3
http://ask.fm/Kukakaa - pytania zadawajcie tu. Na każde odpowiem.
http://www.youtube.com/watch?v=xHP6qBe6dRE - śmiechy moje. < 3

piątek, 11 października 2013

Opowiadanie 1. Część 88.

Lena akurat na dobrą chwilę miała przerwę i stwierdziła, że nie będzie rozmawiać z Haną przez telefon, ponieważ może to zrobić twarzą w twarz. Tak zawsze jest lepiej, a przynajmniej powinno...
Po kilku minutach lekarka zjawiła się u swojej "pacjentki".
Hana była odwrócona do niej tyłem. Zwinęła się w kłębek i patrzyła w okno. Nic więcej.
- Co jest? - zapytała od razu przysiadając się do niej Starska. Widać było, że coś jest nie w porządku.
- Po prostu nie chcę siedzieć tu sama...
- Mhm, Hana, znam cię nie od wczoraj. Mów co się stało. - Lena dalej próbowała jakoś do niej dotrzeć.
- Chyba tak trochę pokłóciłam się z Piotrem.
- Wy się pokłóciliście? Nasze szpitalne gołąbki? No nie wierzę normalnie. - starała się ją pocieszyć za wszelką cenę. Nie chciała, aby była przygnębiona.
- Nie żartuj sobie. To poważne. Martwię się. - kobieta nie była w nastroju dla tego typu żartów, co chyba w jej sytuacji było rzeczą zrozumiałą.
- Daj spokój. Piotr długo nie pozwoli być ci tu samej. Przyjdzie za chwilę. Pewnie musiał tylko trochę ochłonąć i tyle. Nie przejmuj się tym tak.
- Może masz rację. - powiedziała Hana, wstając z łóżka.
- No tak, oczywiście, że mam, jak zawsze... ale co ty robisz? - spytała, patrząc na spacerującą po pokoju Goldberg.
- Mam dosyć łóżka. Nie mogę tak leżeć cały czas. Muszę nogi rozprostować.
- Hana, ale...
- Daj spokój. Zmieńmy temat. Co tam u ciebie i Witka? Układa się? - spytała, umiejscawiając się przy oknie na parapecie.
- No wiesz, mogło być lepiej. - powiedziała lekko zawstydzona. Nie chciała zwierzać się przyjaciółce ze swoich problemów, bo wiedziała, że Hana jest w dużo gorszej sytuacji od niej. Wiedziała jakby to wyglądało.
- Cholera! - krzyknęła nagle zdenerwowana i ożywiona Hana.
- Co się stało?! - szybko podbiegła do niej Lena. Myślała, że poczuła się słabo, powód jednak był nieco inny.
- Zobacz tam. - pokazała palcem kobieta, a Starska podążyła za nią wzrokiem.
- Czy to jest...
- Tak, Piotr. - dokończyła za nią zdenerwowana dziewczyna owego mężczyzny.
- Czy on...
- No właśnie nie pali. Przynajmniej tak mi się wydawało. Widocznie nie do końca go znam. - powiedziała i głośno westchnęła.
- Oj daj spokój.
- Idę do niego. Muszę z nim porozmawiać. - powiedziała stanowczo.
- No chyba zwariowałaś. Nigdy nie wypuszczę cię stąd. Brakuje tylko jeszcze tego, żebyś złapała teraz jakiegoś wirusa czy coś.
- Ale Lena, ja muszę. - mówiła zła.
- A nie możesz zadzwonić?
- Zostawił tu telefon. - pokazała na blat, który znajdował się obok jej łóżka.
- Dobra. Ja po niego pójdę, a ty tu siedź i się nie ruszaj, jasne?
- No ok. Dziękuję ci.
- Nie ma za co. - przyjaciółka uścisnęła ją i napięcie wyszła.


Dzisiaj trochę takie opo w  innym stylu, typowo dialogowe. I jak, podoba wa się taka wersja? Swoje opinie wyrażajcie zarówno w komentarzach, jak i na asku. To dla mnie bardzo ważne!
http://ask.fm/Kukakaa

sobota, 5 października 2013

Opowiadanie 1. Część 87.

I teraz ten trudn moment, w którym nic nie mogę poradzić...
Czekanie.
I tak byli wdzięczni. Wszystkim, naprawdę. Traktowano ich zupełnie inaczej niż resztę, z przywilejami. Piotr był z tego powodu bardzo zadowolony, ponieważ chciał, aby z Haną wszystko jak najszybciej się unormowało, natomiast ona była bardzo wdzięczna, ale jednak dziwnie się czuła, że wszyscy tak koło niej skakali w szpitalu. W ogóle nie mogła odnaleźć się w roli pacjentki... może o to bardziej chodziło.
- Piotr, i co my mamy teraz robić? - zapytała, ponieważ w głowie już od dłuższego czasu kłębiła się jej ta myśl.
- Czekać. - odpowiedział mało przekonująco. Wynikało to jednak ze zmęczenia.
- Nawet nie wiesz ile ja razy już to słyszałam... - mówiła pesymistycznie.
- No właśnie, ja też.
Nie rozmawiali dużo.
Każdy z nich bał się podrażnić tą drugą osobę, tym bardziej, że teraz każda, nawet ta najmniejsza błahostka wprawiała ich w dyskomfort.
Cieszyli się po prostu swoją obecnością. To, im obu znacznie pomagało. Wiedza, że ta druga, najbardziej potrzebna teraz osoba siedzi obok i w każdej chwili można otrzymać od niej wsparcie.
- Jak się czujesz? - zapytał, chcąc przerwać już zbyt długą ciszę w pomieszczeniu.
- Lepiej niż było. Dali mi coś od razu przy pobraniu krwi. Trochę pomogło. - powiedziała, nie znacznie bardziej uspokojona.
- To dobrze. - uśmiechnął się zachęcająco w jej stronę. - Tylko błagam cię... nie denerwuj się.
- Piotr. Dobrze wiesz, że jak to powtarzasz to właśnie mnie denerwujesz! - krzyknęła już trochę zła.
- Ale to jest dla twojego dobra. - odpowiedział, próbując ją uspokoić.
- Nie za bardzo mi pomaga. - była już całkowicie przygnębiona.
- Mogłem się w ogóle nie odzywać... - powiedział bez chwili zastanowienia, przecież mógł się domyślić, że jego ukochana wkurzy się, jak o byle co w tej chwili.
- Teraz już trochę za późno. - była wredna, ale nie dlatego, że ją zdenerwował. Kochała go, ale musiała się na kimś wyżyć, a on był jedyną osobą, która była teraz przy niej, więc ze smutkiem można przyznać, że wypadło na niego.
- Wyjdę się na chwilę przewietrzyć. Zaraz wracam. - powiedział i wstał z krzesła.
- Piotr, ja prze... - zaczęła, ale nie dokończyła, ponieważ on już zniknął za drzwiami sali.
Hana z rezygnacją mocno westchnęła i nie wiedziała co ma ze sobą teraz począć. Postanowiła zadzwonić do Leny i trochę z nią pogadać, ponieważ kobieta na pewno by ją zrozumiała, tym bardziej, że sama kilka lat wcześniej walczyła o Felka i o swoje życie, kiedy mogła go stracić. Na pewno może jej coś doradzić...
Tymczasem Piotr wyszedł przed szpital. Chciał zaczerpnąć chociaż trochę świeżego powietrza i na chwilę się rozluźnić.
Nie palił już od kilku lat. Rzucił w diabły to świństwo, jednak zawsze nosił końcówkę opakowania w kieszeni. Zrobił to właśnie teraz. Musiał jakoś odreagować i odetchnąć, trzeźwo chociaż przez chwilę pomyśleć.
Zapalił.
Zastanawiał się tylko co teraz ma zrobić, żeby Hana która nienawidzi dymu i ma na to strasznie wyczulony wzrok nie wiedziała, że on zapalił.



PYTAJCIE MNIE NA ASKU. SWOJE WSZELKIE WĄTPLIWOŚCI. NA WSZYSTKO ODPOWIEM I W RAZIE PROBLEMU MOGĘ WAM POMÓC.http://ask.fm/Kukakaa

niedziela, 29 września 2013

Ogłoszenie!

Oglądalność spada. Będzie się więcej działo, to będą nowe posty. Na razie przykro mi, ale nie jest za dobrze, więc nic się nie pojawi. Starajcie się bardziej. ; c

sobota, 28 września 2013

Opowiadanie 1. Część 86.

Piotr był zdziwiony. Szczerze mówiąc nie rozumiał po co ten cały cyrk ze strony jego rozmówczyni. Dobrze wiedział, że Magda i tak nie przepada za Haną, mimo tego wszystkiego co ona dla niej zrobiła. Wiedział, więc że nie obchodzi ją za bardzo co się z nią stanie.
Chyba.
- Obchodzi cię to w ogóle? - mężczyzna był pewien swoich racji.
- Oczywiście. Nawet nie wiesz jak jej jestem wdzięczna za to, jak pomogła Tosi. - powiedziała i czekała, aż Gawryło jej coś odpowie. Nastąpiła jednak tylko cisza. On nie miał zamiaru nic mówić. Nie wiedział nawet co. Magda nie czekając dłużej sama dalej postanowiła kontynuować. - Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. - dopowiedziała i uśmiechnęła się pogodnie w jego stronę. Dotknęła dłonią jego ramienia i przytrzymała ją tam chyba trochę za długo. Zarumieniona szybko się odwróciła w przeciwną stronę i odeszła.
Mężczyzna nie wiedział co o tym myśleć. Nie miał do tego nawet teraz głowy. Bo w sumie co go obchodziła Magda? Teraz dla niego liczyła się tylko ona. Hana. Kobieta, która jest tą jedyną, tą którą musi mieć zawsze przy sobie, bo to ona go uszczęśliwia.
Piotr nie wiedział co ma dalej robić. Rozmawiał już z Tretterem, Latoszkiem i nawet Soszyńską, choć ta ostatnia rozmowa nie była do końca konieczna. Postanowił więc pójść do sali Goldberg i zaczekać tam na nią. Badanie krwi przecież zajmuje tylko chwilę, liczył więc, że lada moment Hana będzie z powrotem.
Wszedł na salę i usiadł na tym krześle. Znowu na tym samym miejscu, gdzie siedział kilka godzin wcześniej i bał się, że ona już nigdy się nie obudzi. Że na zawsze ją straci. I pomyśleć jak kilka głupich godzin może zmienić całe życie człowieka... ten stres, te emocje.
- Długo czekasz? - zapytała tak od razu Hana, wjeżdżając do pomieszczenia na wózku, prowadzonym o dziwo przez samego Latoszka.
- Nie, tylko chwilę. - powiedział i pomógł jej się wgramolić na łóżko. - I co teraz? - zapytał, kiedy już usiadła swobodnie.
- Czekamy na wyniki krwi.
- Ale przecież to  dwa - trzy dni, a mówiłeś, że doba...
- Tak, wiem. - przerwał mu szybko lekarz. - Hana jest naszą wyjątkową pacjentką, dlatego zrobimy to od razu. - uśmiechnął się do niej.
- To znaczy? - dociekał zaciekle Piotr.
- Że badania powinny być za najdłużej trzy godziny. Postaramy się zrobić to jak najszybciej. Sam osobiście tego dopilnuję. - dokończył jego wypowiedź.
Witek naprawdę musiał się martwić. W końcu to niecodzienny widok, żeby taki lekarz jak on, z takim stażem, nadzorował poprawne i szybki wykonania zwykłego badania krwi.
- Dobra, to ja was zostawiam. Idę sprawdzać te badania. - powiedział i udał się w stronę wyjścia. Naprawdę zależało mu na czasie.
- Witek! - zatrzymała go tym razem Hana.
- Hm?
- Dziękuję. - powiedziała po prostu. Wiedziała jak bardzo się stara. Widać to było na pierwszy rzut oka, zresztą trudno było tego nie dostrzec.
- Za co? - zapytał tak po prostu. On uważał, że jedynie wykonuje swoją pracę, jak i obowiązek niesienia pomocy innym... no może z małą domieszką dla przyjaciół.
- Ty wiesz. - powiedziała krótko, ale słychać było, że bardzo przeżywa to wszystko. On uśmiechnął się i spojrzał na każde z nich z osobna. Widział jakie wielkie uczucie ich łączy, jak im nawzajem na sobie zależy i zrozumiał, że nic i nikt nie może im tego spieprzyć, że oni są dla sienie stworzeni i dadzą radzę. Musi im w tym pomóc najlepiej jak tylko umie.
Po paru sekundach obrócił się i pewnym krokiem opuścił pomieszczenie.
Para została sama. Miała zatem czas do namysłu i powiedzenia sobie pewnych rzeczy w cztery oczy.
- Piotr...
- Coś się stało? - od razu przysunął się do niej bliżej.
- Boję się. - powiedziała mu cicho, prawie ledwo słyszalnie.
- Ja też.
- Naprawdę? - zapytała, bo jeszcze nigdy nie słyszała, żeby jej mężczyzna się czegoś bał.
- Tak. Boję się, że stracimy go. - mówił, jakby był pewny, że to chłopiec, ale Hana nie zwróciła nawet na to uwagi.
- Ja też.
- Na szczęście mamy siebie. - powiedział i pocałował ją w czoło, a ona wtuliła się w niego.